Dobra, kupuję kamerkę, bo…

Dobra, kupuję kamerkę, bo pałka się przegła.

Jadę sobie dzisiaj rano, teren niezabudowany, na liczniku plus minus 90.
Za mną zbliża się koleś starym peugeotem, przez pół minuty siedzi mi na zderzaku, na kilkaset metrów przed końcem niezabudowanego wyprzedza mnie – i uwaga – po wjeździe do zabudowanego z prędkością ponad 100 nagle hamuje i bez wrzucania kierunkowskazu skręca w prawo w podporządkowaną, ledwo się wyrabiając, bo prędkość tak na oko 2x za duża przy skręcie 90 stopni. Ja pierdole. Koleś na lokalnych blachach, gdyby tam, po tej podporządkowanej, szła jego matka, to by ją pewnie zabił.

Godzinę później jadę tą samą drogą z powrotem, plus minus 90. Czarny jeep za mną. Siedzi na zderzaku, ale z naprzeciwka ciąg samochodów, nie da rady wyprzedzić. Samochody przejechały, ten gaz do dechy – na pewno zapierdalał ze 150.

Rany, ludzie. Opamiętajcie się. Zero wyobraźni, zero empatii, zero przewidywania sytuacji, umysłowe dno.

Dwa takie zdarzenia w odstępie godziny. Ile na tej prostej drodze jest podobnych sytuacji na dzień? Ile podobnych sytuacji jest na wszystkich drogach w Polsce? Ta mapka ze śmiertelnymi wypadkami, na którą tutaj czasami zaglądam, w ogóle mnie nie dziwi. Część kierowców jeździ jak w GTA, wyjebane na przepisy, wyjebane na innych użytkowników ruchu. Rocznie nie robię jakichś zawrotnych przebiegów, 20-25k, ale ciągle widzę podobne sytuacje. Jak ktoś jedzie po zabudowanym 65, to wystawia się na ostracyzm i 3/4 kierowców za nim się niecierpliwi, klnie w duchu i wychyla się autem co 50 metrów, bo musi wyprzedzić. MUSI. NIE POJEDZIE WOLNIEJ, MUSI W ZABUDOWANYM JECHAĆ 80. Przynajmniej.

Ech, szkoda strzępić ryja.

#motoryzacja
#polskiedrogi